Starsi o dwadzieścia kilo...

Klub ALCATRAZ. Za niecałą godzinę rozpocznie się tu koncert pabianickich PROLETARIUSZY. Udaje mi się jednak namówić zespół na krótką pogawędkę. SIEMION, OLEJ i KACPER okazują się fajnymi facetami z dużym poczuciem humoru. Siadamy przy stoliku. Trzech na jednego. Sam tego chciałeś - otrzymuję odpowiedź od uśmiechniętego SIEMIONA.
Kiedyś na koncertach graliście kawałki SEX PISTOLS. Teraz CHUCKA BERRY'EGO. Powrót do korzeni rock'n'rolla?

SIEMION: - Graliśmy standardy SEX PISTOLS, aby zobaczyć jak naprawdę gra się na świecie. Dla nas oni byli i są jedną z kapel wszechczasów. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że warto byłoby zagrać utwory tego faceta, którym zainspirowani byli PISTOLSI. W tej chwili zastanawiam się nad przerobieniem standardów gościa, z którego czerpał pomysły CHUCK BERRY.

OLEJ: - Jak daleko będziemy się cofać w tym momencie? Prawdopodobnie do jednej z pierwszych fal emigracji z Europy: irlandzkiej, polskiej, słowackiej, rumuńskiej.

SIEMION: - Być może zaczniemy nazywać się TROGLETARYAT, a nie PROLETARYAT i będziemy wsłuchiwać się w dźwięki utrwalone jeszcze w skałach.

A tak poważnie. Czy czujecie się bardziej kapelą rock'n'rollową czy punkową?

OLEJ: - Nigdy się nie szufladkowaliśmy, że gramy punk czy metal. Jesteśmy kapelą rock'n'rollową.

SIEMION: - Na pierwszej płycie były dwa kawałki superheavymetalowe: TIENANMEN i HEJ, NAPRZÓD MARSZ.

Tak, ale także na pierwszej płycie PROLETARYATU śpiewacie: ... my nie damy nigdy się, mrowie jeży i wytartych skór.... Tu jakby określacie swoje powinowactwa z punkiem.

KACPER: - Warstwa tekstowa jest bardzo zbliżona do ideologii punkowej.

OLEJ: - Można pokusić się o stwierdzenie, że nawiązujemy do pewnych trendów punkowych...

SIEMION: - Ja bym to nazwał muzyką ulicy.

OLEJ: - ... ale jeśli chodzi o muzykę, to nie mieliśmy nic wspólnego z takim typowym graniem punk rocka. Czyli jak najszybciej, jak najprędzej. Bardziej inspirował nas rock'n'roll. My cały czas zmieniamy się. Od czasu, kiedy zaczęliśmy grać, minęło sześć lat. Przez ten czas zmienił się nasz światopogląd, nasza ocena rzeczywistości i podejście do samej muzyki. Zmienił się nasz warsztat, sprzęt, na którym gramy, a także światowe trendy. Więc to, co robimy jest wypadkową wielu czynników.

KACPER: - My też się zmieniliśmy, jesteśmy starsi o dwadzieścia kilo

Obecnie polskie kapele śpiewają głównie po angielsku, mówiąc, że polski jest mało komunikatywny i nie nadaje się do rocka. Wy śpiewacie głównie po polsku. Oczywiście z wyjątkiem coverów, które są m.in. po węgiersku...

SIEMION: - Po węgiersku tego też nie śpiewamy.

Kacper: - To można potraktować jako pastisz takiego śpiewania po angielsku.

... Jesteście zaprzeczeniem tej opinii, bo nie dość, że śpiewacie po polsku, to Wasze teksty są komunikatywne. Skąd się to bierze?

OLEJ: - Uważam, że jeżeli ktoś ma coś do powiedzenia, to będzie to robił po polsku. Swój przekaz będzie kierował do tych ludzi, których to interesuje. Akurat w naszym przypadku teksty tłumaczone na język angielski nie potrafiłyby w pełni oddać potencjalnemu słuchaczowi na Zachodzie problemów, które w nich poruszamy. Swego czasu podjęliśmy taką próbę i zrobiliśmy cztery numery po angielsku i one bardzo straciły w warstwie tekstowej. Nie da się dokładnie przetłumaczyć tekstu ze wszystkimi niuansami, przenośniami. Dlatego tekst angielski nie może oddać tego, co gramy.

SIEMION: - Poza tym jest jeszcze kwestia umiejętności i wyczucia pisania tekstów po polsku. Jeżeli uznamy to za pewien rodzaj poezji, to poetą nikt nigdy się nie staje, poetą człowiek się rodzi. W tym cały problem.

KACPER: - Przekonaliśmy się, że język polski jest bardziej agresywny, dosadny, twardszy i można więcej emocji nim przekazać

PROLETARYAT rozpoczynał w Jarocinie. W 1989 roku zdobyliście tam nagrodę publiczności. Czy festiwal jarociński pomaga zaistnieć młodym zespołom i jak to było w Waszym przypadku?

OLEJ: - Jarocin dał nam jedno - pewność siebie. Dał nam możliwość skonfrontowania tego, co myślimy, z tym, co myślą inni. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu publiczność zaczęła się identyfikować z tym, co my wyrażamy. Nasz sukces potwierdził, że to, co robimy jest słuszne.

KACPER: - Bardzo ważne było to, że dostaliśmy nagrodę publiczności.

OLEJ: - Teraz ten festiwal utracił rangę promocyjną. Stał się elementem komercyjnego promowania obcych nam kulturowo firm i produktów.

SIEMION: - A szczególnie polskich zespołów, które w ogóle nie siedzą w słowiańskiej tradycji. Tak są zakorzenione w kulturze amerykańskiej, że trudność im sprawia wypowiadanie się po polsku.

Występy podczas trasy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy też Wam bardzo pomogły.

SIEMION: - My nie traktowaliśmy tego jako elementu promocyjnego. Jednak uważam, że bardzo dużo nam to dało. Choćby dlatego, że było to w wielu miastach i wielu ludzi to obejrzało. Zresztą... wszystkie zespoły na tym skorzystały.

Pod koniec zeszłego roku odbyliście 'najbardziej czadową trasę' z grupą VADER. Dlaczego zaproponowaliście to zespołowi tak różniącemu się stylistycznie od Was?

OLEJ: - Polska jest bardzo dziwnym krajem. Rynek jest bardzo specyficzny. Do tego zantagonizowany...

SIEMION: - I zonanizowany.

OLEJ: - ... a my chcieliśmy stworzyć precedens. I udało się. Ta trasa była tego przykładem. Zagrały w niej kapele, które reprezentowały dwa różne sposoby podejścia do muzyki, życia, pewnych wartości, a nawet dwie różne warstwy kulturowo-religijne. VADER jest kapelą kultową, a my chcieliśmy stworzyć coś, co na zachodzie praktykowane jest od lat i udowodnić, że takie połączenie jest absolutnie bezpieczne. Na nasze koncerty przychodziła publiczność deathowa, punkowa, metalowa i sietlowa. I mimo, że gramy tak różne kierunki muzyczne nie wywołało to agresji ani z jednej , ani z drugiej strony. To, że koncertowaliśmy razem powodowało powstanie ogromnej ilości ludzkiej energii. Ukierunkowała się ona nie w stronę agresji, a raczej wspólnego przeżywania graniczącego z szałem.

SIEMION: - Ale nie zamierzamy popadać w jakieś schematy. Ta trasa była ciekawym pomysłem i prawdopodobnie jednorazowym. Dlatego podejrzewam, że nigdy nie zagramy trasy w takiej konwencji. A następne tournee na jesieni zagramy z innymi założeniami.

Czyżby zanosiło się na nową płytę?

SIEMION: - Tak. Mamy zamiar nagrać nową płytę i wydać ją jesienią.

Ostatnio ukazała się Wasza płyta koncertowa, która jest podsumowaniem udanej trasy i pięciolecia działalności grupy. Ale jest to już drugie Wasze wydawnictwo koncertowe. Czy nie uważacie, że poprzednie PROLETARYAT IN CONCERT było krokiem nieprzemyślanym?

KACPER: - To były początki naszej działalności. Byliśmy młodzi i głupi. Tamto wydawnictwo wyszło zupełnie przypadkowo. Zostało nagrane, a producent, z którym współpracowaliśmy namówił nas do opublikowania go. Teraz uważamy, że było to głupie posunięcie. Kiedyś nie zwracaliśmy na to uwagi. Ale mam nadzieję, że PROLETARYAT LIVE '93 wyrównał wszystko.

Ostatnią płytę koncertową wydała firma TRES, której współwłaścicielem jest Kuba Płucisz z IRY. Jak układa się współpraca między zespołem a muzykiem - wydawcą?

SIEMION: - Wszystko jest od początku do końca bardzo uczciwe. Warunki, na które się umówiliśmy, są dotrzymywane przez obydwie strony. Muzycy są wobec siebie bardziej uczciwi i lojalni niż producenci wobec muzyków.

KACPER: - Każdy z nas zaryzykował. Kuba, bo jest to jego pierwsze wydawnictwo. My, bo jest to pierwsze Kuby.

Leszek Gnoiński
SUPER EXPRESS ROCK /maj 1994/

wyżej • Trade Mark - Wersal • RED CPN nagrywa we Wrocławiu • Starsi o dwadzieścia kilo... • AmetriA w NPP (pdf) • AmetriA na finiszu (pdf) • celem wstępu...

^

@Pniaq
 @webmaster